Kolbudy wyróżniają się na tle innych sołectw. Miejscowość jest duża i część mieszkańców uważa ją za sypialnię Gdańska. Kolbudy to specyficzne sołectwo. Mieszkańcy zmagają się w nim na co dzień z zupełnie innymi problemami niż mieszkańcy mniejszych miejscowości.
- Mamy zupełnie inne potrzeby, ponieważ Kolbudy mają właściwie charakter miejski - wyjaśnia Andrzej Sosiński, sołtys i radny Kolbud. - Jesteśmy sypialnią Gdańska, mieszkańcy wracają z pracy późną porą. Dlatego trudno ich zintegrować.
Fundusz sołecki wynosi 31 tys. zł, ale jak przyznaje sołtys na inwestycje to stanowczo za mało, dlatego gros środków Rada Sołecka przeznacza na integrację.
- W maju organizujemy dwie wycieczki rowerowe. Pierwszą na trasie Kolbudy -> Bąkowo -> Straszyn -> Jezioro Straszyńskie -> Juszkowo -> Pręgowo - zapowiada Andrzej Sosiński. - Trasa wiedzie leśnymi duktami, więc jest bardzo bezpieczna. Poza tym okolice są bardzo piękne i jest co podziwiać. Drugi szlak, który chcemy pokonać będzie przebiegał przez Bąkowo -> Otomin -> Niestępowo lub Sulmin.
3621 tylu mieszkańców jest zameldowanych na pobyt stały i czasowy w Kolbudach
Ale wycieczki są organizowane również po szlakach województwa pomorskiego. W ten sposób zwiedzano już Półwysep Helskim.
Wyprawy rowerowe to nie jedyna forma zaktywizowania mieszkańców. Latem mogą oni wziąć udział w spływach kajakowych.
Powracającym problemem wsi są śmieci wokół jeziora. Co roku w maju odbywa się jego sprzątanie przez mieszkańców.
- Nasze jezioro jest przepływowe i wszystkie śmieci, które zabiera woda lądują na jej brzegach - tłumaczy sołtys.
Nie można także w pełni korzystać z uroków wody, ponieważ gmina nic jest właścicielem terenu, ale dodatkowo wszelkie inwestycje związane z zagospodarowaniem choćby okolic jeziora są niemożliwe, ponieważ nic zezwala na to pas ochrony, gdyż znajduje się tam ujęcie wody pitnej.
Mieszkańcy Kolbud dopytują się o przyszłość nieczynnego młyna nad brzegami Reknicy. W poprzednich latach byty zapowiedzi, że obiekt znajdzie właściciela, ale na planach się kończyło.
- Otrzymałem propozycję od dyrektora Nadbałtyckiego Centrum Kultury w Gdańsku, by w młynie znalazła się filia tej instytucji - zapewnia wójt Leszek Grombala. - Dyskutowałem już na ten temat z radnymi, którzy wyrazili zainteresowanie pomysłem . Jeśli uda się sfinalizować rozmowy, to młyn ożyje.
Jednocześnie wójt Grombala zapowiada, że obiektu nie sprzeda, będzie on wydzierżawiony.
Przed przyszłym inwestorem stoi ogrom pracy - teren jest trudny, trzeba odtworzyć staw i prądnicę. Miałyby tam również powstać alejki, a przy nich mała architektura. Wójt ma nadzieję, że na ten cel uda się pozyskać pieniądze unijne, a i gmina dołoży środki.
Zintegrować mieszkańców poprzez sport
Z Andrzejem Sosińskim, sołtysem Kolbud, rozmawia Joanna Łabasiewicz
- Rzadko się zdarza, by patronami ulic w danej miejscowości byli ich mieszkańcy. Tymczasem w Kolbudach zdarzają się takie rzeczy...
- W ten sposób chcemy honorować ludzi związanych życiowo lub zawodowo z naszą miejscowością. Ostatnio radni przyjęli propozycję nadania nazwy ulicy imieniem Edmunda Nagórskiego, działacza społecznego, skarbnika Polskiego Związku Wędkarskiego Kolbudy, prekursor szkolnictwa na tym terenie. Skoro jest człowiek, który szuka swoich korzeni, dba o małą ojczyznę, to staramy się go w jakiś szczególny sposób upamiętnić. Do tego grona należą także prof. Bronisław Bukowski i Adam Ważny.
- Dlaczego Kolbudy to miejsce wyjątkowe?
- Ze względu na mikroklimat. Położenie wsi jest wyjątkowe. Z dwu stron okala ją las, a miejscowość jest położona w dolinie. Przed wojną mieścił się tutaj kurort uzdrowiskowy dla chorych na płuca.
- Przez takie specyficzne położenie wieś nie może jednak się rozwijać. Brakuje terenów pod budownictwo.
- Między Lublewem, Bielkowem a Kolbudami jest teren, który został przeznaczony pod budowę domów jednorodzinnych. I to już właściwie ostatnie takie miejsce na terenie wsi.
- Jakie są Pana plany na najbliższą kadencję?
- Chciałbym zintegrować społeczeństwo poprzez sport, zakupić nowe tablice informacyjne.