Czy pani Irena, mieszkanka Pręgowa, będzie musiała opuścić zajmowane od wielu lat mieszkanie, które wyrokiem sądu wróciło do dawnych właścicieli? - Nic nie jest w tej sprawie jeszcze przesądzone - mówi Leszek Grombala, wójt Gminy Kolbudy.

Przypomnijmy, że od kilku tygodni lokalne media informują o trudnej sytuacji pani Ireny, mieszkanki Pręgowa, która została wezwana przez nowego właściciela zajmowanego przez nią mieszkania do wyprowadzenia się lub do opłacania bardzo wysokiego czynszu. Okazało się bowiem, że spadkobierczyni poprzedniej właścicielki nieruchomości, która w latach 70-tych wyjechała do Niemiec i zrzekła się praw do nieruchomości, wygrała w sądzie proces o odzyskanie mienia.

- Sprawa jest bardzo skomplikowana - tłumaczy Leszek Grombala, wójt Gminy Kolbudy. - Wszystko wskazuje na to, że u zarania powstałego problemu leży błąd popełniony przez notariusza jeszcze w latach siedemdziesiątych. Najprawdopodobniej pomylony został wówczas numer księgi wieczystej i to właśnie na tej podstawie spadkobierczyni ówczesnej właścicielki wysunęła swoje żądania, a sąd uznał ich zasadność.

Jak to jednak możliwe, że przez kilkadziesiąt lat oczywisty błąd w księgach wieczystych nie został sprostowany? Okazuje się, że nikomu nawet przez myśl nie przeszło, że taki błąd mógł zaistnieć.

- Zrzeczenie się praw do nieruchomości nastąpiło w formie aktu notarialnego i nikomu przez myśl nie przeszło, że w akcie tym notariusz mógł popełnić tak zasadnicze błędy. Myślę, że mogę pokusić się o stwierdzenie, iż gdyby podobne błędy zostały popełnione dzisiaj to urzędnikom trudno byłoby je wychwycić. Bo przecież zarówno teraz, jak i w latach 70-tych notariusz był zawodem zaufania publicznego, który jest zobowiązany do sprawdzenia wszystkich aktów, dokumentów itp. dotyczących podpisywanych aktów notarialnych. Mleko się jednak rozlało i trzeba zastanowić się, jak pomóc naszej mieszkance.

O przypadkach odzyskiwania przez spadkobierców byłych właścicieli mienia porzuconego w Polsce słyszy się od lat. Zachęcają do tego niejasne przepisy prawa, często niejasne zapisy w księgach wieczystych oraz... kolejne sukcesy byłych właścicieli nagłaśniane przez media. Nie jest również tajemnicą fakt, że w zdecydowanej większości przypadków przeciwko niczego nie podejrzewającym , często starszym i schorowanym osobom, występują obywatele Niemiec, gdyż to tego kraju dotyczy problem tzw. późnych przesiedleńców z lat 70-tych. Warto zauważyć również, że osoby te otrzymały już od rządu niemieckiego odszkodowania za mienie pozostawione w Polsce. A pikanterii sprawie mieszkanki Pręgowa dodaje fakt, że jednym z pełnomocników strony niemieckiej, występującym w imieniu spadkobierczyni m.in. w kontaktach z Urzędem Gminy, był jeden z byłych wójtów gminy Kolbudy.

- Dzisiaj nie ma dla nikogo znaczenia fakt, że błędy zostały popełnione w latach 70-tych. A na pewno nie ma to znaczenia dla pani Ireny, która nie powinna płacić za błędy ówczesnych urzędników państwowych. Zdrowy rozsądek podpowiada, że za tego rodzaju zaniechania powinien odpowiadać skarb państwa. Jednak, jak to często niestety bywa, sądy rządzą sie swoimi prawami.

Leszek Grombala przyznał, że urzędnicy o zaistniałej sytuacji wiedzieli już od blisko dwóch lat.

- Nie posiadaliśmy jednak dokumentów ani wiedzy, którą posiadamy teraz, aby móc rozważać podjęcie kroków prawnych w celu skorygowania niekorzystnych rozstrzygnięć. Już od kilkunastu dni gminni prawnicy starają się znaleźć możliwość podważenia wyroku sądu. Jednak niezależnie od rozstrzygnięć, które zapadną w tej materii pragnę zapewnić, że nie zostawimy pani Ireny bez pomocy. - zapewnił wójt Grombala.